Prace nad morskimi instalacjami wiatrowymi Polenergii i Equinora postępują błyskawicznie i przebiegają na razie bez większych problemów. Równolegle do działań na wodzie prowadzone są zaawansowane przygotowania infrastruktury lądowej, w tym portu serwisowego w Łebie.
W tym artykule piszemy o:
Dokładnie 1 maja tego roku rozpoczęła się budowa morskich farm wiatrowych Bałtyk II i III. Za rozwój projektów, których wartość to 6 mld euro, odpowiadają Polenergia i norweski Equinor.
To kolejne tego typu instalacje na Bałtyku, których montaż rozpoczął się wiosną tego roku. Równolegle powstają inne morskie farmy, ale każda w trochę innej konfiguracji: inwestorzy decydowali się na inne statki instalacyjne, korzystają też z różnych technologii, np. w zakresie wykonania platform inspekcyjnych.
Mała flota dla jednej farmyW przypadku farm Equinora i Polenergii wszystko kręci się wokół ogromnego statku instalacyjnego Thialf, którym zawiaduje Heerema Marine Contractors. To ze statku o długości ponad 200 metrów instalowane są w dnie morskim monopale, które liczą od 50 do 70 metrów i ważą do 1400 ton. Łącznie na terenie farmy stanie ich równo setka.
Do Thialfa podpływają też inne jednostki, które pomagają przy tym przedsięwzięciu. Na pokład ogromnego statku trafiają również elementy przejściowe (TP, ang. transition pieces), czyli charakterystyczne, żółte konstrukcje, nakładane na monopal-fundament przyszłego wiatraka na morzu. Później montowane są na nich wieże, gondole, piasty i łopaty turbiny wiatrowej.
Instalacja elementów przejściowych Fot. Materiały prasowe / PolenergiaJak mówią WNP przedstawiciele spółek zaangażowanych w projekt, prace postępują niezwykle szybko i zgodnie z harmonogramem.
– W ciągu miesiąca zainstalowaliśmy ok. 30 fundamentów: monopali wraz z elementami przejściowymi. Mamy możliwość korzystania z floty instalacyjnej do końca września. Na razie kampania postępuje zgodnie z założeniami i lada moment będziemy na jej półmetku – mówi Grzegorz Kotte, doradca zarządu w obszarze morskich farm wiatrowych w Polenergii.
Na szybkie postępy prac, które wspierają dobre warunki pogodowe na Bałtyku, zwraca uwagę także Jakub Jarosz, head of communications w Equinor Polska. – Tempo prac jest bardzo szybkie, szczególnie biorąc pod uwagę skalę i złożoność operacji – stwierdza i podkreśla skalę przedsięwzięcia, które zamieniło część Bałtyku w mały plac budowy.
– W całym procesie morskiej operacji montażu fundamentów uczestniczy kilkanaście statków, w tym jednostki transportujące monopale czy TP z portów z krajów Beneluksu, statki do pomiaru dźwięku czy jednostki stawiające kurtynę bąbelkową – opowiada Jarosz.
Jak dotąd ukończono instalację około 30 fundamentów turbin wiatrowych przyszłych farm Bałtyk II i III. Fot. Materiały prasowe / Polenergia Budowa także na lądzieŻeby mogły powstać dwie morskie farmy, każda o mocy 720 MW, prace toczą się równolegle na lądzie. Trwa budowa stacji elektroenergetycznej (ONS), która odbierze moc z Bałtyku II i III. Kotte zaznacza, że ONS jest ukończona w 80 proc., zainstalowano na niej już prawie wszystkie urządzenia. Na ukończeniu są prace związane z układaniem lądowych kabli energetycznych, gotowe są 3 z 4 przewiertów dla kabli eksportowych (służą do wprowadzenia kabli z farmy na ląd).
Na wakacje zaplanowano m.in. układanie morskich kabli eksportowych dla projektu Bałtyk II, a także kabli wewnętrznych (łączących turbiny z morskimi stacjami elektroenergetycznymi).
– W lipcu tego roku chcemy zamontować fundamenty pierwszej morskiej stacji transformatorowej, a w grudniu przewidziany jest montaż jej górnych struktur (topside). Planujemy też przeprowadzić do końca 2026 r. energetyzację lądowej stacji transformatorowej, aby w kolejnym etapie podać prąd na morze – mówi Kotte.
Polaków ciągnie do pracy w offshore windNa lądzie trwa jeszcze jedna inwestycja, ważna z perspektywy przyszłego funkcjonowania farmy. W Łebie na ukończeniu jest baza serwisowa, której oficjalne otwarcie ma nastąpić w drugiej połowie 2026 r.
– Będzie się w niej znajdować Control Room sterujący elektrowniami czy Centrum Koordynacji Operacji Morskich (Marine Coordination Center), które już teraz wspiera projekt i steruje ruchem kilkunastu statków budowlanych. W samej bazie operacyjnej docelowo pracować będzie kilkadziesiąt osób – opisuje Jarosz.
To właśnie na etapie eksploatacji farmy można wytworzyć największy udział odmienianego w rządzie przez wszystkie przypadki local contentu. Jak mówi przedstawiciel Equinora, zainteresowanie pracą przy offshore wind jest spore i na jedno ogłoszenie spływa nawet po 100 zgłoszeń. W dodatku część z nich składają osoby, które pracowały w sektorze w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, a teraz chcą wrócić do kraju.
– Faza operacyjna będzie realizowana w znaczącym stopniu polskimi siłami i jest to wielki wkład w lokalny łańcuch dostaw. Nawet obsługa statków serwisowych zostanie powierzona Polakom, którzy stanowić będą również większość personelu bazy – zapewnia Jakub Jarosz.
Tak wygląda ukończony fundament pod turbinę wiatrową, nad lustrem wody znajduje się charakterystyczny, żółty, element przejściowy Fot. Materiały prasowe / Polenergia Większe ambicje, większe oczekiwaniaPrzed offshore wind w Polsce – nie tylko tego w wydaniu Polenergii i Equinora – nadchodzi ciekawy czas. Sektor doczekał się korekty w Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), zwiększającej potencjalną ambicję kraju, by osiągnąć nawet 18 GW mocy zainstalowanej w morskich farmach. Od tego, czy zostanie ona podtrzymana, będą zależeć także efekty i postępy przy projektach z tzw. pierwszej fazy, do której zaliczają się Bałtyk II i III. Czy offshore "dowiezie" oczekiwania?
– Jest fundament pod rozwój offshore wind, oparty na konkretnych decyzjach, kolejne projekty uzyskały kontrakty różnicowe w 2025 r. Z perspektywy branży kluczowa pozostaje przewidywalność. Projekty na morzu realizuje się przez kilkanaście lat, dlatego stabilność regulacyjna i konsekwencja w realizacji przyjętego kursu mają zasadnicze znaczenie – ocenia Jarosz.